Hi guys, I’m back!

Minęło już całkiem sporo czasu od mojego ostatniego wpisu. Jesteśmy za połową miesiąca, a ten jest moim pierwszym w lipcu. Ostatnio pochłonęły mnie szeroko pojęte porządki, których de facto jeszcze nie skończyłam – do przekopania została mi jeszcze jedna sterta rupieci, ale to w porównaniu z wcześniejszymi gigantycznych rozmiarów klamotami jest już pestką ;)

Wiem, wiem, kiepska wymówka, która w dodatku wcale mnie nie usprawiedliwia… Do listy swoich alibi mogę dorzucić jeszcze pracę, która niczym kombajn kosi mój czas wolny, doskonalenie swojego skromnego warsztaciku fotograficznego (o którym więcej w następnym wpisie), jakąś ciekawą książkę, odwiedziny rodziny, jakieś ognisko, coś tam, coś tam jeszcze i okazuje się, że doba powinna trwać 48 h…

Jest kilka rzeczy za którymi nie przepadam. Czytaj dalej

Reklamy

Porządek musi być!

Ordnung muss sein, pamiętacie? A wiecie z czym mi się kojarzy to znane niemieckie powiedzenie? Po pierwsze:  z niemieckim w liceum [http://pl.memgenerator.pl/mem-image/no-co-ty-nie-powiesz-pl-ffffff-37], po drugie: z panią, która mnie uczyła niemieckiego (pozdrawiam panią Schab), po trzecie: z nauką niemieckiego w LO, ale o tym już chyba była mowa, no i po czwarte: z porządkiem i ładem jako takim. Właśnie o tym ostatnim skojarzeniu chciałabym napisać dzisiaj dwa słowa.

Zwrot porządek musi być dopiero na czwartym miejscu kojarzy mi się ze sprzątaniem i być może dlatego mam taki bajzel wokół siebie. Nie wyglądam na bałaganiarę. Sprawiam wrażenie osoby Czytaj dalej

We weren’t born to follow

Tak naprawdę miałam wczoraj dodać tę notkę, ale jakoś tak wyszło, że wrzucam ją dopiero dzisiaj ;) Dzisiaj, kiedy jesteśmy już trzy dni po meczu Polska-Czechy. Nie chciałam przelewać swoich emocji bezpośrednio po samym spotkaniu, bo tekst miałby zbyt emocjonalny charakter (czytaj: roiłoby się od brzydkich słów). Może to sprawka hormonów, może nie, ale my kobiety Czytaj dalej

Euroszał – świat oszalał

Kto wymieni mi chociaż jedną rzecz, która nie jest Euro, dostanie nagrodę. Trzy, dwa, jeden, zero, start! Ale uwaga – nie będzie łatwo, bo od kilku tygodni mamy do czynienia z wszędobylskim Euro.  Znalezienie rzeczy wolnej od Euro graniczy z cudem. Jakiś czas temu w piekarni zaskoczyły mnie bułki sprytnie udające piłki, w mięsnym – szynka w kształcie piłki owinięta w piłkopodobną folię, a w Biedronce chusteczki do nosa made by Euro 2012. Okazuje się, że to jeszcze nic. Euro jest już wszędzie – w Banku, w drogerii, w mięsnym, w piekarni, a nawet w sypialni. Euro cały czas jest w Ruchu. Euro, Euro i jeszcze raz Euro. Czytaj dalej

8.06.2012

23:15 a ja już na łóżku… Tak, tak, „już”, a nie „dopiero”, ponieważ zazwyczaj chodzę spać trochę później ;) Tym razem w czwartek byłam już tak padnięta, że nie usiedziałabym ani minuty dłużej na krześle w pozycji pionowej. Może to „wina” wypadu do Czech, może lekkiego stresu związanego z oczekiwaniem na wyniki egzaminów, może… nie, to niemożliwe, ja na pewno jeszcze się nie starzeję. Co to, to nie.

Pech chciał, że gdy się już położyłam, Czytaj dalej

Żywa lalka Barbie

Różne mamy marzenia. Jedni chcieliby mieć nowy samochód, zrobić sobie tatuaż, inni skoczyć na bungee, przestać palić, wziąć ślub przed trzydziestką, jeszcze inni napisać książkę, nauczyć się grać na stradivariusie, prowadzić dobrego bloga… Jestem przekonana, że większość z nas chciałaby także wygrać w Lotto – taki duży zastrzyk pieniędzy skutecznie uodporniłby nas na większość „chorób”, z którymi dotychczas musieliśmy się zmagać (m.in. niespłacony kredyt za fotele z funkcją relaks, brak kasy na wakacje w Honolulu, czy nigdy nie kończący się brak ubrań w szafie :p).


Valeria Lukyanova też o czymś marzyła, jednak było to marzenie bardzo wyszukane i oryginalne, można by rzec – z zupełnie innego pułapu. Z całego serca pragnęła, by wyglądać jak… Czytaj dalej